z miasta, co tonie
jak w wodzie w puchu porannego zaspania
gdzie dachy, kominy, wieże kościołów
niby skały niezdarte na morzu
z porannej mgły
mężczyźni wychodzą
i więcej jest ich, wciąż więcej
ci sami co dnia
twarze mają kamienne, od lat
na dworcach, peronach, przystankach
odbiciem uśmiechu żony
w oczach zmęczonych
idą
po schodach
jeden za drugim
do stoczni idą
spośród mgły
2003
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz