przez odległość dwóch oceanów
przez świata setki kilometrów
łatwiej spojrzeć Ci w oczy
niż gdy między ustami była odległość centymetrów
patrzę więc gdy oczy zamykam
gdy Twoim porankiem w deszczu zasypiam
i gdy rzęsami po przebudzeniu
Twojego zmierzchu jak motyl dotykam
patrzę gdy przesunięci w czasie i przestrzeni
gonimy swoje zmierzchy
uciekamy przed świtami
z prawdziwością słów i uczuć minięci
- dwie krople deszczu ma mapie
z pióra ironii losu niedbale kapnięte
zmierzch, świt, dzień, sen… tak co dzień
w głowie jak ćma krąży pytanie
czy lepiej nigdy Ciebie nie spróbować
czy potem gorzko tego smaku żałować
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz