Bóg plącze ścieżki
uczy życia cierpieniem
- tylko zmęczonym rzuca odpowiedź
ból rodzi szczęście
kąsanie osy otwiera oczy
nikt się nie przyzna
że jednak bolało
lecz w ciszy
w półmroku
zapłacze
- tak być miało
by mógł Prawdę odnaleźć
potem obejrzy tę ziemię suchą
weźmie do ręki
przecedzi, przesypie
- przed chwilą ją zdeptał
nikogo nie słuchał
a ja jeszcze wierzę
- to Bóg znaczy ścieżki
i serce zna myśli Boga
choć czasem trop zmyli
w pamięci drogę zachowa
by wolno po śladach stóp bosych
natrafić na ślady zgubione
serce wróci do źródła
miłością jak wodą pustkę wypełni
i nie da zatęsknić oczom niebieskim
- szczęście wreszcie się spełni
2003
zwięźle i na temat
w teatrze absurdu
zagrałam
sufler nie przyszedł
żniwo braw zbieram gorzkie
-------------------------
trzy zwiędnięte stokrotki
położyłam na stole
przeszedłeś obok
to ja
-------------------------
świat z betonu
urozmaicam
motylami
-------------------------
szukasz kwiatu paproci
więc idź dalej
ja jestem tylko
leśną poziomką
zaraz przekwitnę
-------------------------
topię niepokój
dłoni
w kieszeniach
pełnych spokoju
------------------------
zagrałam
sufler nie przyszedł
żniwo braw zbieram gorzkie
-------------------------
trzy zwiędnięte stokrotki
położyłam na stole
przeszedłeś obok
to ja
-------------------------
świat z betonu
urozmaicam
motylami
-------------------------
szukasz kwiatu paproci
więc idź dalej
ja jestem tylko
leśną poziomką
zaraz przekwitnę
-------------------------
topię niepokój
dłoni
w kieszeniach
pełnych spokoju
------------------------
dobra wróżka
Cioci Ani
pokazała jak słowa odsiewać
z popiołu myśli
nie błyskotkami nauczyła przyciągać
a magią wyobraźni
piórem jak różdżką
pozwoliła czarować
i gdy tylko przycupnę cicho
w codzienności zatracona
mówi mi pisz
pisz jak najwięcej
nie przestawaj
moja dobra wróżka
matka chrzestna
jak z kopciuszka
2011
kropla
gęstą kroplą po szybie spływam
pukam
dobijam się
dobijam się i gram na strunach wiatru
dudnię i stukam
natrętnie się pcham
o szybę co chwilę rozbijam się
lecz trwam
i ciągle natrętnie się pcham
do okien co nie moje są na świat
2003
pukam
dobijam się
dobijam się i gram na strunach wiatru
dudnię i stukam
natrętnie się pcham
o szybę co chwilę rozbijam się
lecz trwam
i ciągle natrętnie się pcham
do okien co nie moje są na świat
2003
niepokój
drganie myśli
nie pozwala zasnąć
choć dzień ciężki
i powieki ciężkie
atomowy ruch w głowie
trzyma w gotowości
ciało i umysł
każe myśleć
z prędkością światła
każe żyć
2010
nie pozwala zasnąć
choć dzień ciężki
i powieki ciężkie
atomowy ruch w głowie
trzyma w gotowości
ciało i umysł
każe myśleć
z prędkością światła
każe żyć
2010
Dobranoc
Dzień powoli się kończy. Dziękuję, że choć chwilę z tego szczególnego dnia, spędziłeś ze mną, Czytelniku. Mam nadzieję, że to była dobra chwila.
Zainteresowanie blogiem przerosło moje najśmielsze oczekiwania, 900 odsłon, dużo ciepłych, miłych słów od znajomych i nieznajomych.
Dziękuję. Postaram się zasłużyć na to uznanie.
Zaglądaj tu czasem, bo w mojej szufflandii jest jeszcze wiele nieodkrytych myśli.
Joanna
Zainteresowanie blogiem przerosło moje najśmielsze oczekiwania, 900 odsłon, dużo ciepłych, miłych słów od znajomych i nieznajomych.
Dziękuję. Postaram się zasłużyć na to uznanie.
Zaglądaj tu czasem, bo w mojej szufflandii jest jeszcze wiele nieodkrytych myśli.
Joanna
Za pięć 12.00 - otwieram bloga!
Witaj,
zapraszam Cię w niecodzienne miejsce, w którym do tej pory mało kto bywał. Moja szufflada.
Przez wiele lat dosłowna, w moim biurku – dziś już nieco bardziej nowoczesna, na blogu internetowym.
Mam nadzieję, że znajdziesz tam znajome emocje, może odkryjesz w moich słowach cień własnych myśli i poczujesz ciepły dreszcz wspomnień, odrobinę magii... Bo piszę o emocjach, które towarzyszą każdemu z nas, czasem tylko trudno nam je dostrzec.
Dziś pokazuję Ci mój punkt widzenia, mój świat…
Wiersze to mój sposób na ekshibicjonizm.
A jeśli znajdziesz chwilę – opisz swoje wrażenia w komentarzu – to dla mnie ważne, choć proszę o to z niepewnością i obawą.
Podział na górnym pasku mniej więcej odzwierciedla podział na nowe (present) i odkurzone teksty (rewind). Szeptanie to wiersze nagrodzone. Na bocznym pasku kilka słów o mnie -> NieAnioł, jeśli Cię to interesuje.
Nie zagaduję Cię już, Czytelniku i zostawiam sam na sam ze słowami.
Joanna Sawicka
zapraszam Cię w niecodzienne miejsce, w którym do tej pory mało kto bywał. Moja szufflada.
Przez wiele lat dosłowna, w moim biurku – dziś już nieco bardziej nowoczesna, na blogu internetowym.
Mam nadzieję, że znajdziesz tam znajome emocje, może odkryjesz w moich słowach cień własnych myśli i poczujesz ciepły dreszcz wspomnień, odrobinę magii... Bo piszę o emocjach, które towarzyszą każdemu z nas, czasem tylko trudno nam je dostrzec.
Dziś pokazuję Ci mój punkt widzenia, mój świat…
Wiersze to mój sposób na ekshibicjonizm.
A jeśli znajdziesz chwilę – opisz swoje wrażenia w komentarzu – to dla mnie ważne, choć proszę o to z niepewnością i obawą.
Podział na górnym pasku mniej więcej odzwierciedla podział na nowe (present) i odkurzone teksty (rewind). Szeptanie to wiersze nagrodzone. Na bocznym pasku kilka słów o mnie -> NieAnioł, jeśli Cię to interesuje.
Nie zagaduję Cię już, Czytelniku i zostawiam sam na sam ze słowami.
Joanna Sawicka
NieAnioł uczy się kochać
nie ufaj mi nigdy
choćbym się stała Aniołem
i miała oczy szafirem lśniące
bo błękit to tylko jeden
z odcieni czerni
a szatan przecież też jest aniołem
ja zwodniczo ci mącę
grą światła i cienia
maluję palcem po wodzie
i znikam
przebieram się w twoje marzenia
ty widzisz we mnie Niebo
chcesz wzlecieć ze mną na skrzydłach
choć w powietrzu czujesz
zapach rozstania
uparcie trzymasz miłości sidła
ale cóż warte jest takie kochanie
- miłość z rąk NieAnioła
miłość oszukana sprzedana
zbyt giętka
pierwsza z miłości do Piekła
2003
choćbym się stała Aniołem
i miała oczy szafirem lśniące
bo błękit to tylko jeden
z odcieni czerni
a szatan przecież też jest aniołem
ja zwodniczo ci mącę
grą światła i cienia
maluję palcem po wodzie
i znikam
przebieram się w twoje marzenia
ty widzisz we mnie Niebo
chcesz wzlecieć ze mną na skrzydłach
choć w powietrzu czujesz
zapach rozstania
uparcie trzymasz miłości sidła
ale cóż warte jest takie kochanie
- miłość z rąk NieAnioła
miłość oszukana sprzedana
zbyt giętka
pierwsza z miłości do Piekła
2003
musi trwać
słowo musi krzyczeć
by trwać
nie może w ciszy płótna
przysiąść pod farbą
szeptać bezdźwięcznie
i pod powiekami zasypiać
słowo musi dojrzeć
nim będzie rzucone
każda z liter przecedzona
oddzielić ziarnka piasku
wiatr z solą przemielić
poznać gdzie droga
którędy idzie człowiek
słowo wiatrem musi porywać
w morzu topić, dryfować
musi dąć i palić
gryźć i usta suszyć
powtarzane zażarcie
jak zaklęcie i wróżba
musi skały przenosić
i serca rozkruszać
2004
by trwać
nie może w ciszy płótna
przysiąść pod farbą
szeptać bezdźwięcznie
i pod powiekami zasypiać
słowo musi dojrzeć
nim będzie rzucone
każda z liter przecedzona
oddzielić ziarnka piasku
wiatr z solą przemielić
poznać gdzie droga
którędy idzie człowiek
słowo wiatrem musi porywać
w morzu topić, dryfować
musi dąć i palić
gryźć i usta suszyć
powtarzane zażarcie
jak zaklęcie i wróżba
musi skały przenosić
i serca rozkruszać
2004
zawierucha wiary
jestem wiatrem za twoimi plecami
dziś krzyczę i niszczę
niepokojem świszczę
albo złowrogo milczę długimi nocami
naiwnie wierzysz że jestem snem
cierpliwie czekasz
lekko się uśmiechasz
wciąż kochasz tę złudę marę – mnie
nie wiem już – niebo jest we mnie
ogień czy ziemia
coś w sobie zmieniam
czy nic dookoła mnie nie ma
podmuchem lodowym zadaję pytanie
zwątpienie lekarstwem
odejście bez zawahania
lecz zawierucha wiary milknie nad ranem
rano ujrzę myśli przejrzyste – szczęścia motyle
słońce świtem wschodzące
i Ciebie – Aniele śpiący
wytrwale przy moim boku… przepraszam – tylko tyle
2004
dziś krzyczę i niszczę
niepokojem świszczę
albo złowrogo milczę długimi nocami
naiwnie wierzysz że jestem snem
cierpliwie czekasz
lekko się uśmiechasz
wciąż kochasz tę złudę marę – mnie
nie wiem już – niebo jest we mnie
ogień czy ziemia
coś w sobie zmieniam
czy nic dookoła mnie nie ma
podmuchem lodowym zadaję pytanie
zwątpienie lekarstwem
odejście bez zawahania
lecz zawierucha wiary milknie nad ranem
rano ujrzę myśli przejrzyste – szczęścia motyle
słońce świtem wschodzące
i Ciebie – Aniele śpiący
wytrwale przy moim boku… przepraszam – tylko tyle
2004
trudno iść
trudniejsze niż cokolwiek
kochać i trwać
wierzyć i trwać
trudniejsze niż wszystko
żyć trwać i nie przestać
trudniejsze niż samotność
żyć blisko
pod niebem niskim
trudniejsze niż pustka
żyć w zasięgu dobrej pomocnej dłoni
najtrudniej iść prosto
tylko słowa Białego Anioła
Kaplica Sykstyńska, Wawel, Bieszczady – jak budowa
dla Ciebie kolumny strop i twarda podłoga
- dla innych prosta droga do Boga
2004
II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Myśl i twórczość Jana Pawła II” Aleksandrów Kuj., 2004r
kochać i trwać
wierzyć i trwać
trudniejsze niż wszystko
żyć trwać i nie przestać
trudniejsze niż samotność
żyć blisko
pod niebem niskim
trudniejsze niż pustka
żyć w zasięgu dobrej pomocnej dłoni
najtrudniej iść prosto
tylko słowa Białego Anioła
Kaplica Sykstyńska, Wawel, Bieszczady – jak budowa
dla Ciebie kolumny strop i twarda podłoga
- dla innych prosta droga do Boga
2004
II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Myśl i twórczość Jana Pawła II” Aleksandrów Kuj., 2004r
ogień i woda
dziś Bóg przyszedł ukradkiem
zastał mnie samą
z klepsydrą dziurawą w dłoni
(bezradny falochron – siedziałam nad brzegiem)
czas przez palce umykał
myśli gubiłam
sens topiłam
na plaży
(księżyc w morzu piękniał z chwili na chwilę)
On dłoń wyciągnął przed siebie
łapał piach
w kieszenie kładł głęboko
(szum fal wrześniowych samotnie wirował)
mój świat wziął do ręki
co w ustach zgrzytał
w oczy sypał
od zawsze
(świt spalił kres horyzontu)
Pan odszedł
(wiatr szormowe huki ściszył)
z klepsydry woda trysnęła
krystaliczna czysta
przejrzysta
i miłość
(biała mewa tuż nad głową – gołębicą się zdawała)
a ja źródłem potokiem
rzeką bystrą
co biegnie uparcie do morza
wprost w objęcia Boga
2004
II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Myśl i twórczość Jana Pawła II” Aleksandrów Kuj., 2004r
zastał mnie samą
z klepsydrą dziurawą w dłoni
(bezradny falochron – siedziałam nad brzegiem)
czas przez palce umykał
myśli gubiłam
sens topiłam
na plaży
(księżyc w morzu piękniał z chwili na chwilę)
On dłoń wyciągnął przed siebie
łapał piach
w kieszenie kładł głęboko
(szum fal wrześniowych samotnie wirował)
mój świat wziął do ręki
co w ustach zgrzytał
w oczy sypał
od zawsze
(świt spalił kres horyzontu)
Pan odszedł
(wiatr szormowe huki ściszył)
z klepsydry woda trysnęła
krystaliczna czysta
przejrzysta
i miłość
(biała mewa tuż nad głową – gołębicą się zdawała)
a ja źródłem potokiem
rzeką bystrą
co biegnie uparcie do morza
wprost w objęcia Boga
2004
II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Myśl i twórczość Jana Pawła II” Aleksandrów Kuj., 2004r
Subskrybuj:
Posty (Atom)